18 maja 2013

Kwiatowo. Bo jak inaczej może być w maju?!

Ostatnio słoneczko nas rozpieszcza, nawet weekendowo :) więc i czasu na siedzenie przed komputerem już całkiem brak, na robienie fotek wnętrzarskich też, korzystamy z pogody ile się da, dlatego i mało mnie tutaj... zresztą pewnie podobnie jest u wielu z was :)


Ten post owszem, i tak miał być kwiatowy. Ale miałam pokazać całkiem inne kompozycje... tylko, że wspomnany brak czasu na fotki spowodował, że bez, który miał dziś u mnie królować zdążył przekwitnąć :( Ale wczoraj przy zmianie wazonów pozostałym kwiatom pomyślałam, że mogłabym pokazac pewną sztuczkę - dość znaną, ale być może nie tak całkiem wszystkim i może komuś się to przyda?

Kwiaty świeże w domu to dla mnie niemalże podstawa, bez nich zawsze mi czegoś brakuje... Oczywiście staram się, by stały jak najdłuzej. I podcinam te końcówki, podcinam, aż czasami dochodzimy do etapu kilkucentymetrowych maluszków. I wczoraj własnie takie maleństwa wyprodukowałam :) Ale i takie łatwo wykorzystac, wystarczy płaskie naczynie...

Prosty trick układania kompozycji kwiatowych
Jak sprawić by kwiaty w płaskim naczyniu nie przewracały się i nie opadały ku brzegom naczynia, zostawiając pusty środek?

Wystaczy wykorzystać zwykłą biurową taśmę klejącą (choć florystyczna jest niewątpiliwie bardziej profesjonalnym rozwiązaniem :D). Na naczynie naklejamy po prostu paski taśmy tworząc kratownicę - będzie ona stelażem, w poszczególne jej oczka wkładamy kwiaty. I już...

 
 



Banalne, prawda? A jak ułatwia układanie kwiatów... Oczywiście do większych kompozycji, cięższych kwiatów zwykła taśma może być za słaba, trzeb sięgnąć po coś mocniejszego.

I to niestety tyle na dziś Kochani, znikam dalej korzystać z weekendu i słońca :) No i przerobić muszę te wspaniałości, które przyniosłam niedawno z targu... Heh, był jeszcze koszyczek truskawek, ale nie zdążył się załapac do zdjęcia :)) Czy istnieje piękniejszy czas w roku niż ten właśnie?


Pozdrawiam,
ushii

10 maja 2013

Bardzo retro i kuchennie, znów :)

Witajcie po maleńkiej przerwie!

Niestety - było tu przez kilka dni cicho wcale nie dlatego, że byczyłam się na majówce, tylko w końcu i mnie dopadło chorowanie; całą zimę wytrzymałam, a teraz jak na złość coś się przyplątało... Żałować bardzo nie żałuję, bo wiadomo jakaż to przepiękna na długi weekend pogoda była, ale powyżej dziurek w nosie mam już syropków i innych takich, tu kwitną jabłonki, migdałki, bzy, a ja mam w domu siedzieć?! O niedoczekanie, w końcu uciekłam z A. na spacer :) A po spacerze zajrzałam do ulubionego przez wiele z Was sklepu... i no cóż, moja kolekcja retro emalii znów się powiększyła :) Najwyraźniej na mnie specjalnie czekały te cudeńka, bo akurat na półkę je wyłożyli! Usatysfakcjonowana wróciłam kichać w domowe pielesze :)

retro czerwony obrus w groszki i retro pastelowe naczynia emaliowane
Retro czerwony obrus w groszki i retro pastelowe naczynia emaliowane...
No bardzo retro dziś u mnie :)
Może to już nudne, ale tak mi się podoba, ze nie mogłam sobie jej odmówić! Zwłaszcza, że trafiły się też garnuszko-naczynia z uszkami :D ...ale tym razem to już koniec!

Aha, no nie mówiłam, że prawo serii u mnie działa? O żółciach pisałam tu niedawno i co? Jak widać dwa nowe żółciaki mam - patelnię z uszkami i większą patelnię (ale to wcale nie są te inne, zapowiadane żółcie! Mam coś więcej :D). Pierwsza już testowana i jest super, ale co do tej ostatniej to przyznam się, że pozuje na fotce tak trochę dla kolorytu, bo zastanawiam się cały czas, czy ją sobie zostawić czy zwrócić do sklepu, bo patelnie owszem mam zamiar wymieniać, ale planowałam inną... BTW, zauważył ktoś te słodkie groszki na czerwonym tle? Też retro, ładnie się dopasowały... Bardzo praktyczne w dodatku, bo to cerata! Ten zakup ucieszył mnie wyjątkowo, bo szukałam takich już jakiś czas - do przykrywania stołu, gdy nadejdzie czas rysowania, malowania i ogólnego wielkiego brudzenia w wydaniu A.:)

Wracając jednak do pogody i chorowania - z tych to właśnie powodów zdjęć za wiele dziś nie będzie - tylko babeczki błyskawiczne, nasze domowe "na już". Ciasto zagniatam sobie zawsze wcześniej przy okazji innych wypieków i trzymam w zamrażarce (ale samo zagniecenie trwa chwilę, więc nie trzeba wcale robić tego wcześniej - tyle, że sprzątać już nic nie trzeba :D)- a gdy najdzie nas ochota, wyciągam, wylepiam foremki, wkładam do środka budyń, owoce (w sezonie świeże, ale teraz prosto z zamrażarki) itp, zalepiam, piekę i już, cześć pracy. Albo można upiec puste i potem nadziać, co kto woli.

błyskawiczne kruche babeczki z budyniem i wiśniami
Błyskawiczne kruche babeczki z budyniem i wiśniami
  • ciasto z tego albo z tego przepisu
  • budyń (zrobiony z 3/4 ilości mleka podanego na opakowaniu)
  • dowolne owoce
Wylepić foremki ciastem, nałożyć budyń i owoce, zalepić krążkiem ciasta. Piec niecały kwadrans (do zezłocenia w 180C. Można ostudzone posypać cukrem pudrem (ale i bez tego są wystarczająco słodkie).
Fotka bez szczególnej stylizacji, ale skoro to babeczki błyskawiczne to i konsumpcja była błyskawiczna i więcej fotek zrobić nie zdążyłam :) Ale może choć ta jedna kogoś zachęci do ich produkcji? Wiem że takie babeczki pojawiają się tu już kolejny raz, ciągle w trochę innej odsłonie - ale po prostu często je robię, bo są tak szybkie i proste - polecam!

A przy okazji - podstawka, która parokrotnie przewijała się już w tle, dziś w roli głównej. W zasadzie to podkładka pod gorący garnek... ale cudnie się sprawdza jako patera, polecam :) To niedawny stosunkowo nabytek - tak mnie zachwyciła u Ili, że musiałam mieć! Jest przepiękna!

Druciana patera Madame Stoltz od dekorolki
Ale zaraz, zaraz, chciałam napisać o czymś innym, strasznie nieuporządkowanie mi to dziś wychodzi, jeszcze mi głowa nie funkcjonuje na pełnych obrotach po tym chorowaniu :) Bo wspomnieć muszę, że siedzenie w domu ma też pewne plusy...Pewne domowe kąciki uległy małym poprawkom i zmianom - i będę je niebawem pokazywać! Chociaż nie pokazałam ciągle jeszcze poprzednich metamorfoz, ech :) Kiedy ja to nadgonię?

Pozdrawiam i życzę Wam, by tym razem jednak weekendowa aura była łaskawsza :)
ushii

PS
Dziękuję Wam za informacje o pojawianiu się moich wnętrz i zdjęć na różnych blogach itd... nie wiem, jak Wy umiecie je wypatrzeć :) 

25 kwietnia 2013

O jednej takiej, co słońce ukradła :)

Było tak pięknie i słonecznie ostatnio, a teraz znów jest pochmurno i wieje... cóż, możecie za to winić mnie :) Tak się nie mogłam nacieszyć tym wyczekanym słońcem, że zabrałam je do domu :D

Bo ten post, jak słusznie obstawiała część osób, będzie w bardzo słonecznym kolorze! Podobno tylko krowa zdania nie zmienia...nie wiem, jak to z tą rogacizną jest, ale jeśli o mnie chodzi, to okazuje się, że jest to możliwe. Bo pracować z nią mogę, jeść mogę, ale całe życie unikałam tej barwy we własnych wnętrzach. Nawet kwiatki żółte, no może poza żonkilami, to wstępu nie miały. Brrr i już. A tu nagle coś mi się przestawiło i...

Najpierw było krzesełko, pamiętacie? Nieśmiało wkradła się też do nas żółć za pomocą cudnego dzbanka do Syl i kolorowych ceramicznych miarek. I tak, stopniowo, jakiś czas już temu, zachciało mi się jeszcze kilku rzeczy w tym kolorze - i na chęciach wcale nie poprzestałam! A od kilku dni... no nie, żadna jesień jeszcze się u mnie nie zaczyna, tak jak w piosence Niemena, ale mimozę mam :) I zachwycam się jaka jest śliczna! Do tego w żółciutkim stareńkim wazoniku, który jak raz wpadł mi w ręce. Mniam :)


Wazonik wpadł mi w oko, bo już od dość długiego czasu polowałam na takowy... Jest uroczy, jednak to jeszcze nie ten wymarzony, do którego wzdycham od dość dawna. Ostatnio nawet zlokalizowałam producenta, ale niestety jest w UK - i poza moim zasięgiem :( Cóż, może kiedyś się uda...  Reszta mimozy stoi w ikeowskich turkusowych kankach i też całkiem, całkiem się komponuje.



Mało tej żółci? No to dodam, że tego samego dnia pojawiła się u mnie też poducha. Żółta...


Niewiarygodne... A jeszcze bardziej nie do uwierzenia jest fakt, że to tylko mała zapowiedź tego co się u nas w tym kolorze pojawiło! Ale takie zmiany należy dawkować, pokażę innym razem, hehe :)

Dziękujemy pięknie za wszystkie miłe słowa pod adresem panny A.! Rzecz oczywista, że to miód na moje serce :))
Pozdrawiam i życzę słonecznego weekendu, chyba jednak słonko przestanie się na tą moją żółciutką konkurencję fochować i uraczy nas swą wspaniałością...
ushii

23 kwietnia 2013

Zamiast kartki z życzeniami...


... taka oto rameczka ze zdjęciami wnuczki. Obdarowana nią Babcia była zachwycona :)


I tradycyjnie zbliżenie na detale... na fotkach chyba niestety nie widać, że kwiatuszki mają ten sam układ paseczków i kolorów, co koszulka panny A.



Dziś niestety tylko wpadam i wypadam, więc tylko tak króciutko, scrapowo. I znów odrobinę miętowo-turkusowo; ale następnym razem będzie wnętrzarsko, a kolor będzie zupełnie dla mnie nietypowy :) Kto zgadnie jaki?

Pozdrawiam,
ushii

PS
Bardzo Wam dziękuję za wszystkie maile i ogromnie przepraszam, że jeszcze nie odpisałam... Ale może dziś wieczorem się uda!

13 kwietnia 2013

Prawo serii

Znacie? Jak się coś psuje, to od razu kilka rzeczy jedno po drugim... Ale i są te mniej pesymistyczne przypadki działania tego prawa. Bardzo często mam tak, ze coś wpadnie mi w ręce, a niedługo potem - kolejny przedmiot, w jakiś sposób podobny, w tym samym stylu, kolorze, tematyce... Nie wiem skąd mi się to wzięło :) Nie lubię robić sobie kolekcji, więc zawsze mam dylemat: brać, nie brać - i najczęściej rezygnuję z tej rzeczy. Ale czasem nie. Czasem co prawda przemknie mi przez głowę, że "już mam trzy rzeczy w tym kolorze i może wystarczy?" Ale mimo to...

Oto i powód dla którego sprzedawałam niedawno wagę. Wygodna i w ogóle, ale już mi się trochę opatrzyła - bo cały czas miałam ochotę na takiego starocia z tarczą w dawnym stylu. Najbardziej marzyła mi się (i dalej marzy!) taka peerelowska, sklepowa, koniecznie w tym śmiesznym miętowo-akwamarynowym kolorze. Ale miejsca na nią brak, więc musiałam znaleźć coś mniejszego. No i któregoś dnia przypadkiem moje oko spoczęło na tej...


Też jest cudna :) Tylko, że mam już w podobnym kolorze lampkę, maszynę i nawet szczotkę do mycia dziecinnych butelek :D Może tym razem już wystarczy??

Taaa... Akurat. Muszę się do tego przyznać - prawo serii znów zadziałało! Pisałam tego posta już jakiś czas temu - i gdy to robiłam w tym samym czasie Moniś z HomeAbout wystawiła na sprzedaż kilka drobiazgów... Walczyłam ze sobą dłuższą chwilę, ale i tym razem się nie oparłam - i coś jeszcze w tym kolorze zawitało w me progi... no ale powiedzcie sami - czyż Monika nie miała racji pisząc, iż wygląda zjawiskowo?? No wygląda!


Dzbanuszek jest boski :) A dzień później wpadło mi w oko coś jeszcze, na szczęście już nie w tym nieziemskim kolorze... Maleńki dzbanuszek bawaria, te różowe kwiatuszki mnie urzekły, a za 5zł nie potrafiłam ich sobie odmówić. I teraz tak sobie razem stoją, taka para bez mała, on i ona :)
Pozdrawiam,
ushii

PS
Mam nadzieję, że blogger skończył już raz na zawsze robić mi psikusy i ten post ładnie sam się opublikuje, bo ja jestem dalekooo :( 

11 kwietnia 2013

Bardzo krótki post dla nieszydełkujących*

Miało być dziś zupełnie coś innego, ale...

Kupiliśmy wczoraj puf. Wpadł mi w oko już od wejścia do sklepu, bo do szydełkowania to ja bardzo wyrywna niestety nie jestem, a chciałam mieć coś takiego właśnie, w większym formacie... i spodobały mi się te grube sploty bardzo. I wpadałam się tym podzielić, bo może ktoś jeszcze będzie miał na niego ochotę? Są w Biedronce.


W dodatku sprzedają je w 2 fajnych nasyconych kolorach, amarantowym i turkusowym, i miałam wielką ochotę na oba, ale tyle miejsca to niestety nie mamy... więc wybrałam ten drugi. A dla lubiących coś spokojniejszego jest jeszcze granat i beż.


Miałam w planach pomalować na taki kolor fotel bujany, okazał się jednak tak sympatycznie obdrapany, że zrezygnowałam - ale brak mi było tej plamy koloru... teraz problem się rozwiązał :)
Pozdrawiam,
ushii

-------------------
*
No tak jak napisałam, do szydełka, a tym bardziej do drutów wyrywna nie jestem, więc się nie znam też za bardzo :) Może to i na drutach się takie cuda robi, dziękuję za podpowiedzi :)

10 kwietnia 2013

Ostatni jajeczny akcent...

Czyli obiecane jajka - kwiatki. Ja zrobiłam je do wielkanocnego barszczu; co prawda jest już po Świętach - ale cóż szkodzi podać takie jajka na śniadanie, zamiast banalnych połówek czy ćwiartek? Tym bardziej, że wykonanie jest banalnie łatwe; pomysł pokazała na Cinie Elka - uwielbiam takie proste i genialne pomysły! A co do jajek, to nie poprawiałam kolorów na zdjęciu żadnym programem - one naprawdę są taaaakie żółciutkie :)


Jajka - kwiatki
(z zielonym majonezem)
Potrzebujemy:
  • świeżo ugotowane jajka na twardo
  • patyczki do szaszłyków - np. 5 na jajko
  • gumki recepturki po 2 na jajko
Związujemy po 5 patyczków gumką z jednego końca. Gotujemy jajka i schładzamy, ale nie do końca - obieramy ze skorupki i wsuwamy między patyczki. Łączymy wolne końce patyczków drugą gumką tak jak na zdjęciu niżej. Zostawiamy do wystygnięcia, ok. 5-10 minut... i to wszystko, możemy serwować - rozcinamy w poprzek i mamy dwa kwiatki :)
Można ściąć odrobinę czubek białka, by kwiatek stał stabilnie.

 

A dodatkowo można je ozdobić zielonym majonezem:
  • majonez
  • szczypiorek, można też dodać rzeżuchę
Zmiksować majonez z zieleniną, można doprawić odrobiną musztardy. I udekorować jajka... albo dodać jeszcze z żółtka jajek i wypełnić takim farszem białka.


Obiecuję, że to już koniec kulinariów, następnym razem (jeśli się uda to już jutro!) będzie bardziej wnętrzarsko :)
Pozdrawiam!
ushii

3 kwietnia 2013

Kilka wielkanocnych wypieków

No bo co ja innego mogłabym pokazać, jeśli nie jakieś słodkości?

pascha
Pascha
  • 1 l mleka
  • 1 szkl. kwaśnej śmietany
  • 3 jajka
  • 120 g masła
  • 50 g cukru pudru (ok. 1/3 szklanki)
  • dodatkowo laska wanilii / ekstrakt waniliowy albo 2 łyżki kakao (niekonieczne)
Piątek:
1. Zmiksować jaja ze śmietaną, zagotować mleko (można pogotować chwilę z laską wanilii - potem ją wyjąć), wlać do niego jajeczną mieszaninę i gotować na niedużym ogniu, aż wytrąci się twarożek - ok. 10 minut.
2. Odcedzić twaróg na sicie wyłożonym gazą, wstawić sito do garnka, przykryć i odstawić na noc, żeby odciekło.
Sobota:
3. Utrzeć mikserem mało z cukrem, stopniowo dodawać twarożek miksując aż masa będzie idealnie gładka. Można dodać bakalie, albo np kakao - ja dodaję tylko odrobinę ekstraktu waniliowego (jeśli nie użyję wcześniej laski wanilii).
4. Foremkę lub miskę wyłożyć gazą (najlepiej zamoczoną w pozostałej po odciekaniu serwatce), przelać masę i od wierzchu przykryć ją wystającymi rożkami gazy. Wstawić do lodówki na noc - rano delikatnie wyjąć na talerzyk i udekorować.
Przepis podała kiedyś Penelopa, ale ja go oczywiście zmieniłam po swojemu. Masę nakładałam do małych budyniowych foremek, ładnie się wtedy prezentuje i, choć w mojej wersji znacznie zmniejszyłam ilość cukru, to i tak jest to wyjątkowo słodki deser, więc wolę mieć kilka mniejszych - i wyjmować z lodówki po jednej co jakiś czas - niż jedną dużą, którą wszystkich bym zasłodziła.

pascha

Dalej była babka drożdżowa - na którą już przepis zamieściłam na blogu - nasz kolejny obok paschy wielkanocny klasyk...

babka drożdżowa

Na tym oczywiście się nie skończyło...

- Zrobię paschę, mazurka, babkę... [tu zamyśliłam się nad sernikiem]
- I makowca.
- Nie, makowca to na Boże Narodzenie się piecze. Albo bez okazji, a nie na Wielkanoc.
- Ale ja wolę makowca, a nie mazurka!
- Nie!
-... [pełne rozczarowania milczenie]

No i co było robić - zrobiłam M. niespodziankę. Makowca co prawda nie było, ale upiekłam...

seromak czyli makowiec z serem albo sernik z makiem
Seromak
(czyli sernik z makiem, makowiec z serem, seromakowiec itd :D )
ciasto - moje ulubione na spody, babeczki itd:
  • 150g mąki
  • 120g masła
  • 50g cukru
  • 1 żółtko
warstwa makowa:
  • 400 g maku (sparzonego i zmielonego, ja polecam gotowy mak mielony BackMit - opakowania są po 200g)
  • 400 ml mleka
  • 125 g cukru
  • 4 łyżki miodu
  • 45 g masła
  • 3 białka
  • cynamon
warstwa serowa:
  • 500g twarogu
  • 100 g masła
  • 4 jaja
  • 150 g cukru
  • 1,5 łyżki mąki ziemniaczanej
1.Zagnieść składniki spodu, wylepić dno formy (35x25cm), nakłuć gęsto widelcem i podpiec ok. 12 minut w 170C.
2. Zagotować mleko z cukrem, masłem, miodem i cynamonem, dodać mak i chwilkę gotować do napęcznienia, przestudzić nieco i dodać pianę z białek.
3. Ser zemleć (zwykle tak robię,ale tym razem z braku czasu zmiksowałam go tylko i... też było dobrze). Masło rozpuścić, utrzeć z cukrem na gładko i cały czas miksując dodawać na przemian po łyżce sera i całe jajka. Na końcu dodać mąkę, można też dodać trochę ekstraktu waniliowego.
4. Na przestudzony spód wyłożyć masę makową, wyrównać i wylać powoli masę serową. Piec w 170C ok 1 godziny, po ok. połowie czasu pieczenia można zakryć folią aluminiowa by wierzch pozostał jasny.
Jest pyszny!! Dla wielbicieli maku i sera niebo w gębie :)) No i dobry oczywiście nie tylko na Wielkanoc, więc... dlaczego by nie upiec go w najbliższy weekend? Może ktoś się skusi? :)

A tego mazurka upiekłam i tak. Zjedzony i chwalony przez jedzących - przepis też już u mnie był, o tutaj. Fotka niestety tylko z początku dekorowania jest...

mazurek

Mam nadzieję, że mieliście udane Święta :) U nas były plany wyjazdowe, ale w ostatniej niemalże chwili okazało się, że jednak będziemy podejmować gości u nas... ale jakoś zdążyłam ze wszystkim :) Dziękuję pięknie za wszystkie życzenia i za śliczne kartki!
Pozdrawiam,
ushii

PS
A o jajku z poprzedniego posta, o które dostałam kilka pytań, będzie jak tylko znajdę chwilkę, żeby wrzucić zdjęcia!

31 marca 2013

Wesołych Świąt!

Pełnych radosnych chwil i smakołyków, rodzinnych i spokojnych! 
I jajecznych :)

Pozdrawiam Was serdecznie!
ushii

28 marca 2013

Garść gadżetów do pieczenia
czyli kuchenni pomocnicy wracają... pastelowo!


Dziś będzie post bardzo na czasie - bo już za chwilę w wielu domach rozpocznie się wielkie pieczenie ciast wielkanocnych...

Rok temu, tuż przed Wielkanocą, czyli chyba na tak zwanego "zajączka", dostałam przesłodki upominek. W zasadzie nie do końca mi potrzebny, ale byłam - i jestem - nim zachwycona :) I, co najśmieszniejsze, pamiętam dobrze, że dzień wcześniej przeglądałam jakąś starą gazetę wnętrzarską - zobaczyłam tam jego zdjęcie i żałowałam, że nie pobiegłam wtedy kupić sobie takich cukiereczków, a teraz to już przepadło... a tu masz :))

kolorowe ceramiczne miarki do ciasta

Przesłodkie, prawda? Zestaw miarek kuchennych, w sam raz do takiej cukierkowej kuchni jak moja :)) I właśnie ten prezent natchnął mnie do napisania kolejnego posta o kuchennych pomocnikach - i z rocznym raptem poślizgiem udało się go opublikować :D O różnych niezbędnikach już było (tutaj o formach do pieczenia, a tutaj o wałkach i innych takich). Tym razem chciałam pokazać kilka drobnych gadżetów, przydatnych do pieczenia, ale nie tylko. Część bardzo pożyteczna na co dzień, inne może tylko okazjonalnie; większość da się bez problemu zastąpić tym co już mamy w kuchni, albo łatwo zrobić własnym sumptem - ale w końcu to cykl postów gadżeciarskich, więc... tym bardziej, ze każdy z nich kosztuje zwykle kilka - kilkanaście złotych, więc przesadne szaleństwo to to nie jest :)

Przede wszystkim - miarki! Stalowe, ceramiczne (czyli takie jak na zdjęciu powyżej), szklane, plastikowe... przeróżne. Ja osobiście polecam stalowe, są najtrwalsze i najodporniejsze. Zwykle w zestawie są objętości od 1/4 do 1 szklanki (250ml). Mnie udało się jeszcze dodatkowo w Tesco dokupić zestaw w którym była 1/3 szklanki - i bardzo często się przydaje, nie muszę kombinować z niepełną 1/2, polecam :) Drugi komplet, to łyżkowe, od 1 łyżki stołowej do 1/4 łyżeczki herbacianej. Pewnie, że każdy ma w domu szklankę i łyżki, więc można się bez tego obejść, ale moim zdaniem te miarki są o wiele wygodniejsze i korzystam z nich bardzo często, zdecydowanie nie żałuję wydatku.

Od lewej: miarki do ciasta stalowe, miarki ceramiczne (Duka) i marka szklana (od Mimi)

Często też korzystam z ceramicznych fasolek. Przy wypiekach z kruchego ciasta niejednokrotnie trzeba podpiec lub upiec spód - dzięki tym maleństwom nie ma on szansy się wybrzuszyć i zdeformować, co ma znaczenie szczególnie w cienkich wypiekach, jak np. tarty. Można w tym samym celu używać ziaren grochu czy fasoli, ale po co je tak marnować? Ceramiczne fasolki się nie zużywają, są wieczne. Moje przyjechały co prawda ze Stanów, ale dziś są już dostępne w wielu polskich sklepach i nie kosztują dużo, więc polecam.

ceramiczne kulki fasolki do pieczenia cista kruchego
 
ceramiczne fasolki do pieczenia kruchego ciasta, nóż do biszkoptów, wałek ozdobny do kratki sernikowej

Na powyższej fotce widać też kilka innych przedmiotów. Na przykład dziwny biały wałeczek. Tego typu zabawki służą do błyskawicznego wykonywania eleganckich ażurowych kratek i innych wzorków na cieście (sernikach, z owocami itp). Używa się tego bardzo prosto: na desce rozwałkowujemy prostokątny cienki placek, przejeżdżamy takim wałkiem po wierzchu i powoli zsuwamy placek na ciasto - wówczas krateczka sama się rozsunie. Efekt - jak na profesjonalnym ciastku z cukierni :)

Drobiazgi do cięcia i dekorowania biszkoptów i tym podobnych. Dzięki ustrojstwu widocznemu na fotce wyżej, nieco podobnemu do piły można szybko i równiuteńko przeciąć biszkopt na kilka blatów. Podobną czystość cięcia można uzyskać dzięki nici dentystycznej... ale mnie nie zawsze wychodziło to idealnie poziomo, przy cięciu nożem też nie - a czasem przy dekorowaniu ciast to bardzo ważne. A tu zawsze jest idealnie :) A wierzch i boki ciasta można bardzo łatwo udekorować korzystając z takich szablonów - niektóre bywają naprawdę prześliczne... Jak widać poniżej są w różnych wielkościach - do ciast i do babeczek, muffinów (takie jak na fotce poniżej). W dodatku są też i takie, których można przy okazji używać jako takich jakby szerokich łopatek i przenosić blaty ciasta bez ryzyka ich uszkodzenia, więc mogą być całkiem przydatne. Foremki do odciskania wzorów w masie cukrowej czy marcepanowej da się też wykorzystać do ozdabiania kruchych ciasteczek itp.

szablony do ciasta muffinek oraz do mas cukrowych, fondantu
Od lewej: szablony do dekoracji boków i wierzchu ciasta, szablony do muffinek,
foremki do odciskania w masie i ciasteczkach.

A na prawie sam koniec - coś bez czego absolutnie obejść się nie mogę. Nie tylko przy produkcji ciast, ale przy robieniu np. klusek i kopytek (kroję tym wałeczek ciasta - o wiele lepiej niż nożem), przy przenoszeniu małych porcji rożnych pokrojonych rzeczy z deski, przy ozdabianiu brzegu tortu (ząbkowana krawędź), porcjowaniu ciasta (i surowego, ale i już upieczonego, w foremce - nie porysuje jej) - i wielu innych sytuacjach. Obok szczypiec i obieraczki to chyba jeden z ważniejszych gadżetów w mojej kuchni... Tak zwana skrobka. Są stalowe i są plastikowe - choć zwykle nie lubię plastiku, to tym razem wybrałam te drugie i z całego serca je polecam. Kosztowały całe 3zł, ale zapracowały już na o wiele, wiele większą cenę :)

skrobka do ciasta

I wreszcie - coś już o wiele mniej przydatnego, ale... Znacznik do kajzerek (plastikowy lub metalowy). Jeśli lubicie piec bułeczki na śniadanie to polecam taką zabaweczkę. Dzięki niej bułeczki będą wyglądały jak z prawdziwej piekarni, wystarczy tylko mocno go odcisnąć przed drugim wyrastaniem :)

znacznik do kajzerek

Pozdrawiam i życzę udanych wypieków wielkanocnych! A ja jeszcze tu na chwilkę zajrzę w sobotę z małą jajeczną ciekawostką :)
ushii